ŻYWNOŚĆ?

 

Home
Up

KONTAKT

KSIĘGA GOŚCI
zobacz księgę gości
dopisz się do księgi
 

 

 

ŻYWNOŚĆ SIĘ JE, A NIE PALI

Wiele z dokumentów firm tytoniowych jest poświęcone kwestii prawnej regulacji kwestii papierosów w Polsce. Od lat tytoń jest kwalifikowany jako żywność, a nie jako lek. Dla koncernów tytoniowych ma to kapitalne znaczenie. Firmy już dawno odkryły, że nikotyna jest lekiem, ale w świetle przepisów prawnych wielu krajów kontrola leków jest o wiele bardziej rygorystyczna niż żywności. Zresztą taka sama nikotyna z plastrów i cukierków pomagających rzucić palenie jest obecnie uznawana przez polski rząd za lek podlegający ministerstwu zdrowia, a dużo lżejsza od tytoniu marihuana jest nielegalna. Pomimo obszernej wiedzy, tytoń pozostaje w Polsce uznawany za żywność. Pozwala to na dopuszczenie dodatków chemicznych, mimo że dodatki dopuszczone dla żywności nie muszą być bezpieczne dla palaczy. Dzięki temu producenci mogą dodawać do papierosów chemikalia, które powodują inne reakcje organizmu niż gdy znajdują się w żywności, począwszy od reakcji psychicznych, a na raku trzustki kończywszy.

Jak same koncerny przyznają w dokumentach z Minnesoty, że z kwalifikacją prawną nikotyny jako leku, nie miałyby one szans na normalne rozprowadzanie papierosów. "Klasyfikacja tytoniu jako leku powinna być unikana za wszelką cenę" pisał w memorandum z 1974 r. pracownik BAT. PM poświecił wyjątkową ilość energii zapewnieniu, żeby kwalifikacja prawna nikotyny jako żywności w Polsce pozostała po przejęciu ZPT oraz żeby nowe przepisy dot. norm były po ich myśli. Firmom tytoniowym pozwolono na samodzielne ustalanie "zakładowej normy" na produkt, który już teraz uśmierca kilkuset obywateli dziennie.

Wg ujawnionej w 1994 r. w USA listy, do papierosów jest dodawanych nawet do 599 środków chemicznych, w tym te znane jako szkodliwe, jak np. amoniak. PM przyznaje się do dostarczenia w 1993 r. polskiemu Ministerstwu Zdrowia listy 265 z nich jakie zamierzano dodawać w Polsce. W dokumentach firma przyznaje się do dostarczania rządom różnych krajów fałszywych list. Np. dla rządu Tajlandii PM miał w 1993 r. przygotowanych aż sześć różnych. Z dokumentów wynika, że w Polsce dostarczono fałszywą i to celowo.Porównując materiały ujawnione przez rządy rożnych krajów, zwłaszcza Nowej Zelandii, która PM nazywa "najgorszym przypadkiem", faktyczna ilość dodatków w papierosie wynosi ok. 12,5% objętości. Może to być 50-100 związków chemicznych na raz, często w mikroskopijnych ilościach trudnych do wykrycia. Tylko tyle widać potrzeba do precyzyjnej manipulacji uzależnieniem palacza. W tytoniu fajkowym do 50% objętości mogą stanowić "perfumy". Ten szacunek nie uwzględnia trucizn na szczury, owady, grzyby itp., jakie mogą się przedostać do papierosów z wstępnej fazy uprawy tytoniu. Tajne dokumenty ujawniają np. częstą obecność w gotowym produkcie DDT, trucizny zbronionej w USA od 1972 r. Przedostaje się ona do tytoniu w wyniku używania magazynów w Afryce dawno temu traktowanych tym środkiem.

Z dodatkami w Polsce był problem. Rząd nigdy nie przywiązywał do nich wagi, ponieważ na ogół ich nie dodawano (prócz Marlboro, a i to bez wiedzy rządu). Dla zachodnich koncernów sprawa ta miała jednak wyjątkowo duże znaczenie. Dzięki dodatkom można kontrolować uzależnienie a powodzenie inwestycji jest od niego zależne. Dopuszczenie więc dodatków było kwestią egzystencji dla wchodzących na polski rynek koncernów. Gliceryna i sorbitol były zabronione w Polsce jako dodatki do żywności. Są one niezbędne do utrzymania wilgoci w papierosie, co znowu pozwala na utrzymanie wymaganego poziomu uwolnionej od soli nikotyny, którą można kontrolować uzależnienia palacza. Dozwolone poziomy niektórych chemikaliów były także wyższe, niż firma potrafiła utrzymać bez poważnej zmiany technologii. PM poświęcił mnóstwo pracy na problem dostosowania polskich przepisów do swoich potrzeb. Jedna z taktyk przewidywała odwiedzenie i goszczenie u siebie urzędnika Państwowego Instytutu Higieny w Warszawie. Dokumenty ujawnią nazwisko jego, jak i osób nim się "opiekujących".

Inny urzędnik z tej samej instytucji, ściśle współpracował z agentem PM z San Sebastian w Hiszpanii, który oficjalnie był wynajęty przez organizacje naukowców tytoniowych o nazwie CORESTA z Paryża dla infiltracji Światowej Organizacji Zdrowia oraz monitorowania spraw regulacji dopuszczania związków chemicznych przez rożne rządy na świecie. CORESTA jest tzw. "frontem" i jest opłacana i kontrolowana przez największe koncerny tytoniowe na świecie, w tym PM. Wg tajnych dokumentów, agent ów był jednak nadzorowany przez kierownika naukowego fabryki PM w Lozannie w Szwajcarii. Za swoją pracę otrzymywał setki tys. dolarów rocznie wpłacane w ratach na prywatne konto w Szwajcarii. Rolę ww. polskiego urzędnika (obecnie profesora i dalej tam zatrudnionego) jest trudno definitywnie ocenić, ponieważ nie wszystkie dokumenty do tej pory jeszcze ujawniono. Nie mniej jednak działał on wyraźnie po myśli PM jeżeli chodzi o pomoc w "zalegalizowaniu" w Polsce niektórych związków chemicznych i ich dopuszczalnych poziomów. Działalność ta była z ewidentną szkodą dla konsumentów w Polsce.

Faktem jest, że w Polsce zalegalizowano chemikalia dokładnie tak jak chciał PM. Co więcej, kiedy w październiku 1998 r. niemiecka Reemtsma zaczęła reklamować w Polsce rzekomo "zdrowszy filtr" w papierosach z Poznania, PM w panice poszukiwał kontaktów w Polskim rządzie celem zablokowania tej szkodliwej (z prawnego punktu widzenia) dla całego przemysłu reklamy. Pierwszy wyborem był ... wspomniany wcześniej urzędnik.

Przykład działalności obu polskich urzędników sygnalizuje problem zachowania się wobec obliczonych na profity koncernów międzynarodowych. Praktycznie jedna osoba w Polsce jest w stanie spowodować (i to potajemnie) legalizację czegoś, co może wywołać poważne skutki zdrowotne dla tysięcy nieświadomych niczego obywateli. Nota bene, jeden z nich jest teraz zaangażowany w opracowywanie legalizacji w Polsce żywności genetycznie modyfikowanej i pracuje nad przepisami, które dla koncernów takich jak Nestle czy PM (kawa i sery, prócz papierosów) oznaczają miliardowe zyski kosztem ryzyka dla zdrowia Polaków.

 

    

Zawartość strony (c) 1998-2009 Arkadiusz Bolesław Lisiecki i cytowani autorzy
Jeżeli chcesz skorzystać w swoich publikacjach z materiałów zawartych na stronie skontaktuj się z autorem 

http://www.oswiecenie.com